Znowu zaspaliśmy. W zasadzie to Ty zaspałaś. Zerwałaś się z łóżka jak oparzona i nawet nie powiedziałaś mi "Dzień dobry." O całusie już nie wspominając. No dobra... zaspałaś. Jestem to w stanie dzisiaj Ci wybaczyć.
OK. Życie. Praca i tym podobne frazesy. Rozumiem. Poleciałaś do łazienki. Ja też wstałem i poszedłem do kuchni coś przekąsić. Na parapecie siedział gołąb. Jak mnie zobaczył to odfrunął. Nienawidzę tych obsrańców. Oooo... piesek sąsiadki też się obudził. Słyszę tego gówniarza zawsze. Nie wiem co w tym jest, ale jak tylko wstanę to ten jełop jakby wyczuwał, że ja tez już jestem na nogach i zaczyna drzeć japę. Latrek... raltre... ratlerek... kto kurde wymyślił taką pokrętną nazwę dla pieska, który wygląda jak miniaturka sarny i na dodatek jest od niej kilka razy głupszy? Nie zmienia to jednak faktu, że jest wyjątkowo upierdliwy. Wróciłem do sypialni i uwaliłem się na łóżku. W poprzek. Albo wzdłuż. Zasadniczo nie ma różnicy. Teraz ja tu rządzę, bo kobieta w kąpieli!
Wyszłaś w końcu. Naga. Kurde... ile razy można tłumaczyć, że kobieta naga po kąpieli nas facetów kręci najbardziej?? Najwyraźniej Tobie nikt tego nie przetłumaczy. Ale byłem chyba zbyt zaspany. Pośpiesznie ubrałaś się. Upiłaś łyka kawy i w przelocie wysłałaś mi dłonią całusa.
No fajnie. Drzwi się zamknęły. Zniknęłaś.
Hulaj dusza! Chałupa cała moja! Coś tam jeszcze podjadłem i nagle dopadła mnie totalna senność. Wróciłem do łóżka. Chyba zasnąłem. Ej... no nie chyba... bo spałem jak zabity. Kiedy się ocknąłem było już późne popołudnie. Słyszę klucz w zamku. Wracasz. Udaję, że śpię. Wchodzisz. Zrzucasz buty w przedpokoju. Jesteś smutna. Nie no... znowu? Tak i oczywiście butelka wina. Zaczęłaś się rozbierać. Ej nie tak szybko! Rób to powoli.
No i jak zwykle... wpakowałaś się do łóżka i odwróciłaś się do mnie tyłem. Chwilę to trwało zanim sobie o mnie przypomniałaś. Tak, jestem tutaj. Obecny i stęskniony. Przytuliłaś mnie i wyszeptałaś mi do ucha: - Tylko Ty mnie kochasz i rozumiesz!
Oczywiście, że tylko ja Cię kocham. Nawet nie wiesz jak bardzo! Poczekałem aż zaśniesz i wyzwoliłem się z Twoich ramion. Pora na przegląd kuchni.
Na parapecie siedział gołąb. Tak ten sam co rano. To już było lekkie przegięcie. Wskoczyłem na taboret i pacnąłem łapą w szybę. Odleciał. Wróciłem do sypialni i wtuliłem się w jej ramiona.
Dobry Bóg dał mi dziewięć żyć. A to już moje kolejne.... z nią...
OK. Życie. Praca i tym podobne frazesy. Rozumiem. Poleciałaś do łazienki. Ja też wstałem i poszedłem do kuchni coś przekąsić. Na parapecie siedział gołąb. Jak mnie zobaczył to odfrunął. Nienawidzę tych obsrańców. Oooo... piesek sąsiadki też się obudził. Słyszę tego gówniarza zawsze. Nie wiem co w tym jest, ale jak tylko wstanę to ten jełop jakby wyczuwał, że ja tez już jestem na nogach i zaczyna drzeć japę. Latrek... raltre... ratlerek... kto kurde wymyślił taką pokrętną nazwę dla pieska, który wygląda jak miniaturka sarny i na dodatek jest od niej kilka razy głupszy? Nie zmienia to jednak faktu, że jest wyjątkowo upierdliwy. Wróciłem do sypialni i uwaliłem się na łóżku. W poprzek. Albo wzdłuż. Zasadniczo nie ma różnicy. Teraz ja tu rządzę, bo kobieta w kąpieli!
Wyszłaś w końcu. Naga. Kurde... ile razy można tłumaczyć, że kobieta naga po kąpieli nas facetów kręci najbardziej?? Najwyraźniej Tobie nikt tego nie przetłumaczy. Ale byłem chyba zbyt zaspany. Pośpiesznie ubrałaś się. Upiłaś łyka kawy i w przelocie wysłałaś mi dłonią całusa.
No fajnie. Drzwi się zamknęły. Zniknęłaś.
Hulaj dusza! Chałupa cała moja! Coś tam jeszcze podjadłem i nagle dopadła mnie totalna senność. Wróciłem do łóżka. Chyba zasnąłem. Ej... no nie chyba... bo spałem jak zabity. Kiedy się ocknąłem było już późne popołudnie. Słyszę klucz w zamku. Wracasz. Udaję, że śpię. Wchodzisz. Zrzucasz buty w przedpokoju. Jesteś smutna. Nie no... znowu? Tak i oczywiście butelka wina. Zaczęłaś się rozbierać. Ej nie tak szybko! Rób to powoli.
No i jak zwykle... wpakowałaś się do łóżka i odwróciłaś się do mnie tyłem. Chwilę to trwało zanim sobie o mnie przypomniałaś. Tak, jestem tutaj. Obecny i stęskniony. Przytuliłaś mnie i wyszeptałaś mi do ucha: - Tylko Ty mnie kochasz i rozumiesz!
Oczywiście, że tylko ja Cię kocham. Nawet nie wiesz jak bardzo! Poczekałem aż zaśniesz i wyzwoliłem się z Twoich ramion. Pora na przegląd kuchni.
Na parapecie siedział gołąb. Tak ten sam co rano. To już było lekkie przegięcie. Wskoczyłem na taboret i pacnąłem łapą w szybę. Odleciał. Wróciłem do sypialni i wtuliłem się w jej ramiona.
Dobry Bóg dał mi dziewięć żyć. A to już moje kolejne.... z nią...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz