10.02.2011
Sen początkowo był nudny. Nic się nie działo poza tym, że jeździłem garbusem, w którym najpierw się mieściłem, a potem musiałem się w nim rękami odpychać od asfaltu bo zmalał.
Dojechałem do zakorkowanego mostu. Garbus zamienił się w tchórzofretkę, którą niosłem na rękach.
Na końcu mostu był tunel. Tchórzofretka nagle zniknęła. Na samym końcu tunelu w świetle widziałem jak King Kong walczy z samolotami. Obok niego stały dwa szympansy. Szympansy mnie dostrzegły i zaczęły biec w moją stronę. Przerażony otworzyłem drzwi od gabinetu lekarskiego i zamierzałem się w nim ukryć. Niestety dopadły mnie. Okazało się jednak, że nie chciały mnie atakować tylko same potrzebowały pomocy, bo były efektem doświadczeń genetycznych i tak na prawdę, to byli ludzie zamienieni w szympansy.
Nie wiedział jednak o tym mój kolega Pasikonik, który właśnie przybył z odsieczą. Na plecach miał plecak znany z GhostBusters, a na nogach płetwy. Uruchomił broń i zaczął z niej strzelać do szympansów, ze sprężynek do długopisów. Szympansy popłakały się ze śmiechu. Najbardziej śmiały się z tego, że Pasikonik miał też na sobie indiański pióropusz. Pasikonik wkurzony stanął i powiedział :
- K... nie śmiejcie się! Ten pióropusz zrobiłem z rękawicy kuchennej mojej babci!
Wszedłem do firmy. Moja HR-ka powiedziała mi że jest robotem i że ja też jestem robotem i nastał właśnie koniec dla ludzkości i teraz muszę zabić wszystkich ludzi w firmie. Nie chciałem ich zabijać tylko nastraszyć. Wziąłem z kuchni nóż i chciałem wzorem Terminatora zdjąć skórę z ręki żeby wszystkim pokazać, że pod spodem jestem maszyną. Ale gdy się naciąłem błysnęła kość. Jednak byłem człowiekiem!
HR-ka zaczęła się śmiać:
- Ty debilu!! Ale się dałeś nabrać.
Wkurzony na nią poleciałem na skargę do prezesa. Prezes akurat zmieniał maskę. Kątem oka dostrzegł, że go zauważyłem. Chcąc odwrócić moją uwagę od tego, że jest maszyną powiedział :
- Jest skarga na Twój zespół. Ktoś z twoich chłopaków wydał w czwartek klientowi "serek twardy" przeterminowany. Sęk w tym że my nie mamy nic wspólnego z żywnością.
W każdym bądź razie na korytarzu zaczępił mnie kolega administrator systemu twierdząc, że nie wydamy nowej karty dla banku, bo skończyła mu się "skóra buraczana".
CDN.
Sen początkowo był nudny. Nic się nie działo poza tym, że jeździłem garbusem, w którym najpierw się mieściłem, a potem musiałem się w nim rękami odpychać od asfaltu bo zmalał.
Dojechałem do zakorkowanego mostu. Garbus zamienił się w tchórzofretkę, którą niosłem na rękach.
Na końcu mostu był tunel. Tchórzofretka nagle zniknęła. Na samym końcu tunelu w świetle widziałem jak King Kong walczy z samolotami. Obok niego stały dwa szympansy. Szympansy mnie dostrzegły i zaczęły biec w moją stronę. Przerażony otworzyłem drzwi od gabinetu lekarskiego i zamierzałem się w nim ukryć. Niestety dopadły mnie. Okazało się jednak, że nie chciały mnie atakować tylko same potrzebowały pomocy, bo były efektem doświadczeń genetycznych i tak na prawdę, to byli ludzie zamienieni w szympansy.
Nie wiedział jednak o tym mój kolega Pasikonik, który właśnie przybył z odsieczą. Na plecach miał plecak znany z GhostBusters, a na nogach płetwy. Uruchomił broń i zaczął z niej strzelać do szympansów, ze sprężynek do długopisów. Szympansy popłakały się ze śmiechu. Najbardziej śmiały się z tego, że Pasikonik miał też na sobie indiański pióropusz. Pasikonik wkurzony stanął i powiedział :
- K... nie śmiejcie się! Ten pióropusz zrobiłem z rękawicy kuchennej mojej babci!
Wszedłem do firmy. Moja HR-ka powiedziała mi że jest robotem i że ja też jestem robotem i nastał właśnie koniec dla ludzkości i teraz muszę zabić wszystkich ludzi w firmie. Nie chciałem ich zabijać tylko nastraszyć. Wziąłem z kuchni nóż i chciałem wzorem Terminatora zdjąć skórę z ręki żeby wszystkim pokazać, że pod spodem jestem maszyną. Ale gdy się naciąłem błysnęła kość. Jednak byłem człowiekiem!
HR-ka zaczęła się śmiać:
- Ty debilu!! Ale się dałeś nabrać.
Wkurzony na nią poleciałem na skargę do prezesa. Prezes akurat zmieniał maskę. Kątem oka dostrzegł, że go zauważyłem. Chcąc odwrócić moją uwagę od tego, że jest maszyną powiedział :
- Jest skarga na Twój zespół. Ktoś z twoich chłopaków wydał w czwartek klientowi "serek twardy" przeterminowany. Sęk w tym że my nie mamy nic wspólnego z żywnością.
W każdym bądź razie na korytarzu zaczępił mnie kolega administrator systemu twierdząc, że nie wydamy nowej karty dla banku, bo skończyła mu się "skóra buraczana".
CDN.