Bubek i ucieczka z Alcatraz.
Moi sąsiedzi na działce obok to w zasadzie moja rodzina. Nieeee... wróć. Nie rodzina. Z rodziną to różnie bywa. To przyjaciele. Przyjaciele moich rodziców z lat dziecięcych, których dzieci stały się przyjaciółmi dzieci moich rodziców, których to jak dobrze policzę moi rodzice się dochowali... aaaaa ... to o mnie mowa! No to dochowali się mnie.
No i tak. Działki duże mamy koło siebie i tylko dla siebie zrobiliśmy sobie furteczkę między naszymi działkami, taką na sprężynie, co by się sama zamykała. Dlaczego na sprężynie? Otóż sprężyny nie było do czasu, kiedy sąsiedzi/przyjaciele nie przygarnęli psiaka ze schroniska. Pies się wabi Figa i jest mieszańcem wszelkich ras ziemskich, ale ogólnie mówimy o niej "kundel z rodowodem".
Figa ma stwierdzone przez nas psie ADHD, które się objawia na dwa sposoby. Woda. Każdy zbiornik wody - nie ważne, czy to miska, balia, basen, rzeka, jezioro, morze, ocean - musi być natychmiast psimi łapami wzburzone... działa to jak parowce kołowe z epoki Hemingway'a. Drugi sposób - kamienie. Dowolnej wielkości, aby się w pysku mieściły. Gdyby głazy narzutowe się mieściły - też by były brane pod uwagę. Jeśli nieopatrznie dasz się namówić na kamień, który Ci Figa raz rzuci pod nogi, podniesiesz go i odrzucisz. To już lepiej RUN FORREST RUN! Już się od Ciebie nie odczepi.
Jak Figi nie było, nie było sprężyny. W porównaniu do Bubka to gówniara przecież. Teraz ma siedem lat. Tym samym Bubek swobodnie się przemieszczał i obsrywał działkę sąsiada. Zanim zamontowaliśmy sprężynę było tak. Ja sobie spędzałem tydzień na działce (tylko na tydzień diler mnie zaopatrzył), a kot przebywał pod opieką kobiet w Warszawie. Ale miał dojechać w kolejny weekend.
No i przyjaciele przyjechali pierwszy raz z Figą. Pies dynamit. Latała jak szalona. Codziennie rano pyskiem sobie otwierała bramkę i wpadała do mnie na werandę, żeby mnie wykicać.
Uradziliśmy z kumplem, że trzeba coś tym zrobić, bo pamiętacie wcześniejsze zwarcia mojego kota z psami na mojej działce, o których Wam opowiadałem. Szkoda Figi...
Powstał projekt "sprężyna" w czasie grilla i po kilku piwach nawet nam to zręcznie wyszło i Figa już się nie mogła dostać.
Następnego dnia rano wstaję. Figa na werandzie siedzi i merda ogonem. Kie licho!!! Może sprężyna słaba. Poprawiliśmy. Następnego ranka - to samo. Przeskoczyła parkan? Fizycznie nie możliwe...
Nastał piątek. Przyjechał Bubek. Okiem gospodarza zabezpieczył obejście. Spojrzał na mnie z wyrzutem jak usłyszał jakieś dziwne skomlenie za siatką. Ale luz. Figa u siebie. Bubek u siebie. Bubek przez siatkę nie przeskoczy. Figa też.
Wstaję rano. Wychodzę na werandę. Bubek siedzi przy siatce. Podchodzę bliżej i co widzę... PODKOP! PODKOP pod siatką. A na siatce ślady psiej sierści. Uciekinier chyba szybko wracał z powrotem do celi.
Spojrzałem z wyrzutem na Bubka i mówię - ty tu przyjeżdżasz się zrelaksować, a nie nadal prowadzić swoje życie klawisza. Odpuść piesełowi!
Nie odpuścił. Figa jest teraz tak nauczona, że nawet jak otworzę furtkę, to nie wejdzie zanim nie zawołam: - No chodź Figunia. Klawisza nie ma na terenie. Śpi w chałupie na górze...
Bubek i nieodwzajemniona miłość.
Nie uwierzycie, ale jednak tak było. Pewnego lata zaprosiłem moich znajomych na działkę. Sęk był w tym, że w ostatniej chwili mi zapowiedzieli, że przyjadą z psem. Młodym jamniczkiem. Opisałem im sytuację, że na działce w tym czasie będzie również przebywał kot morderca. Trochę się strapili, ale głupio mi było z powodu kota odwoływać ich przyjazd, więc obiecałem im, że będę Bubka pilnował, żeby się do pieseła nie zbliżał. Ponadto, nie chciałem być świadkiem morderstwa.
Znajomi przyjechali. Kot został w tym czasie odizolowany i przebywał na górnym piętrze chałupy.
Jamnik prześliczny. Długowłosy. Młodziak jeszcze. Cudak z miodowymi oczami. Sam bym się zakochał od pierwszego obejrzenia. Pobiegał po terenie i położył się obok nas przy grillu. Wódeczka, mięsko, rozmowy o dupie Maryni... i zapomniałem, że chałupa jest otwarta.
Kiler wyszedł na teren... i. ... zobaczył jamnika. Zanim się zorientowałem już był obok. I... spokojnym kocim krokiem podszedł do pieseła... i zaczął się do niego łasić! Przerażenie w oczach psa... priceless... Przerażenie w moich oczach też. Pies zawinął ogon pod siebie i uciekł za chałupę. Bubek wyglądał na zdegustowanego tą reakcją.
Nikt nie zrozumie jakimi ścieżkami ten kot podąża...
Bubek i sporty wyczynowe.
No nie ma co ukrywać, że Bubek jest już staruszkiem i ma problemy z poruszaniem się. Na działce mamy dosyć strome schody i o ile wejść po nich, to wchodzi bez problemu, ale ze schodzeniem różnie już bywa. Matka zabezpiecza je jak przyjeżdżamy takimi poduchami z foteli. Zwłaszcza środkową cześć, która jest bezpośrednio narażona (a raczej naraża) Bubka na jakieś ewentualne usterki w przypadku nieprawidłowo postawionej łapy. Siedzimy w chałupie popijając herbatkę. Nagle słychać... JEB SRUP DUP ŁUBUDU! Tak to Bubek schodził po schodach. Ojciec Kasi odstawia szklankę i pyta: - A nie myśleliście o tym, żeby mu kupić kask? Mina mojej matki prajsles
Bubek i lunatyk.
Miałem kiedyś pierwszą działkę z domkiem i ją sprzedałem mojemu przyjacielowi. Przyjechaliśmy żeby to opić i ostatni raz w nim zamieszkać jako właściciele. Mój przyjaciel miał to do siebie, że często lunatykował. I wszyscy o tym wiedzieliśmy. Lipiec. Gorąca noc. Śpimy na górze, a kumpel na dole. Bubek oczywiście przyjechał z nami. W pewnym momencie budzą mnie jakieś głosy z dołu. Zapala się światło. Wychylam się z góry i widzę jak mój kumpel masuje sobie udo i jednocześnie mówi: - Przesadził! Ku...wa. Przesadził! Będąc zupełnie pewnym, że to któryś z kolejnych jego lunatycznych snów starałem się go uspokoić więc mówię: - Stary to tylko sen. Coś Ci się przyśniło. Idź spać. Nie rób afery! A on spojrzał na mnie i prawie wywrzeszczał: - Tak k..wa... to nie jest żaden sen! Ten Twój pie...ony kot, chciał wyjść przez to pier... lone okno i się poślizgnął i zjechał mi pazurami po udzie!!! Schowałem się i już nic więcej nie mówiłem...Bubek jak się okazało już był na górze i schował się za nasze łóżko...chyba coś tu można było połączyć w całość..
Bubek i balon.
Ogólnie Bubek jest zupełnie niewrażliwy na takie akcje, które powodują u innych kotów nadwrażliwość. Chociażby odkurzacz. Każdy inny kot zmyka w obecności włączonego odkurzacza. Bubek ma to w nosie. Można odkurzać obok niego, można odkurzać jego. Efekt ten sam. Absolutna apatia. Byliśmy w Zoo i kupiliśmy balonik. Taki co to sam się unosi. Po powrocie do domu Kasia wpadła na pomysł, że balon zostanie przywiązany do Bubka. Tak się stało. Leżymy w łóżku i oglądamy coś w TV i nie widząc kota z naszego punktu widzenia widzimy tylko jak balon się przemieszcza po pokoju. W lewo... w prawo... do przodu.. w tył... nagle balon się zatrzymał i opadł o kilka centymetrów... Kasia wychyliła się z łóżka i komentuje: - Położył się. Chyba zasnął..
Bubek i blender.
Po tym jak Bubek swoją akcją wykończył mi nowo zakupiony monitor dostał dyspensę na przebywanie nocą w naszym pokoju kiedy śpimy. Tego dnia zakupiliśmy blender i Kasia dostała szału robienia koktajli. Śpimy. Środek nocy. Nagle Kasia się podrywa i zaczyna mówić (przez sen): - Koktajl! Musimy zrobić koktajl!
Ja: - Co Ty mówisz kochanie?
Kasia: - Jak zrobimy koktajl, to będzie można otworzyć okno!
Ja: - Jakie okno?
Kasia: - Okno! I wtedy Bubek będzie mógł tu wchodzić!
Ja: - Bubek? Okno? Jaki koktajl! Co Ty mówisz?
Kasia: - JA WIEM CO MÓWIĘ!!! Chrap... chrap..
Kasia: - Jak zrobimy koktajl, to będzie można otworzyć okno!
Ja: - Jakie okno?
Kasia: - Okno! I wtedy Bubek będzie mógł tu wchodzić!
Ja: - Bubek? Okno? Jaki koktajl! Co Ty mówisz?
Kasia: - JA WIEM CO MÓWIĘ!!! Chrap... chrap..
Nie pytałem już więcej... a ona rano nic nie pamiętała 
Bubek i wyznawcy szatana.
Któryś tam rok bytności Bubka na świecie. Ogólnie ja zupełnie nie jestem świętojebliwy. Ale matka czasami tak. Czas przyjęcia księdza po kolędzie i wręczenia mu koperty z Zonkiem. Księdzu przyszedł. Koteł bardzo zainteresowany jego sukienką. Włazi mu bezczelnie pod sutannę i się łasi. Księdzu w pierwszej chwili się to podobało, ale już po chwili był lekko zażenowany. A po kolejnej chwili już się chyba rozzłościł. Ale Bubek jak przystało na rodowitego Szatana miał to gdzieś. No to ksiądz go wypędził spod sutanny. Bubek odszedł na bok... przemyślał co się stało i jak księdzu wychodził to wykonał skok i ugryzł księdza w dupę... nie mogłem się powstrzymać od śmiechu jak matka przepraszała... ksiądz sobie gładził dupę, a my z Bubkiem rżeliśmy ze śmiechu... no ja na pewno 
Bubek jako samotny pogromca.
Czy już pisałem, że mój kot to morderca? A tak... chyba już pisałem.
Działo się to kilka ładnych lat temu. Mam działkę 100 kilometrów od Warszawy. Często spędzamy tam weekendy razem z moim zbójem. Którejś pięknej soboty wpadł mój sąsiad na grilla. Z młodym wilczurkiem, którego niedawno został właścicielem. Jak to na działkach bywa Jacek już był lekko napromieniowany, a pies bez smyczy. Mówię: - Jacuś. Ale weź pieska trzymaj przy sobie. Szkoda, że nie wziąłeś smyczy. A Jacuś na to: - Ale, że niby dlaczego? Odpowiadam: - Ale dlatego, że Bubek jest gdzieś na terenie, Jacek na to: - No co Ty. Pies go nie ruszy Odparłem: - Ja się nie o Bubka boję, tylko o Twojego psa. Jacek tylko parsknął śmiechem. Grill rozpalony. Piwko zimne. Nagle zza domku słychać skowyt. Wylatują.Bubek siedzi okrakiem na psie. Jedną łapą wczepiony w kark, a drugą okłada psa po pysku. Pies przerażony robi kolejne rundy w koło domu. Jacek spada z krzesła. Ja w przypływie rozumu podłączam szybko szlauch do kranu i przy kolejnej rundzie schładzam zimną wodą temperament mojego kota. Bubek zeskakuje z psa i nonszalancko wolnym krokiem zmierza do chałupy. Pies drżąc z przerażenia chowa się za swojego Pana. Nos rozdrapany. Jacek patrzy na mnie z wyrzutem i mówi: - Twój kot to jakiś morderca! Pukam się w głowę i nonszalancko zmierzam do chałupy po jakieś medykamenty dla psa...
Nikt nie powinien się bawić odbezpieczoną bronią...